
Richard Deacon i anatomia sztuki publicznej
Sztuka publiczna to siła natury. Gdy pojawia się nowe dzieło sztuki publicznej, jest to jak pojawienie się nowej formy życia w ekosystemie. Istniejący mieszkańcy muszą dostosować się do intruza, nawiązać z nim interakcję i nauczyć się go kochać, a przynajmniej współistnieć z nim. Richard Deacon jest obecnie jednym z najbardziej wpływowych artystów publicznych na świecie. Pochodzący z Wielkiej Brytanii Deacon dodał monumentalne abstrakcyjne formy do wizualnego krajobrazu przestrzeni publicznych na całym świecie. Jego prace porównywano do części ciała ludzkiego, form organicznych, naturalnych oraz opuszczonych reliktów architektonicznych. Co dokładnie one przedstawiają i jak publiczność powinna z nimi współdziałać, to kwestie budzące pewne spory. Jednak bez względu na to, po której stronie debaty się stoi, nie da się zaprzeczyć, że dorobek Deacona stworzony w ciągu ostatnich czterech dekad stał się częścią publicznej anatomii. Jego dziwne i piękne dzieła pewnie zamieszkują nasz świat, tak jak każdy inny produkt natury. My, mieszkańcy publicznego ekosystemu, możemy nie rozumieć, jak powinniśmy reagować na rzeźbę Deacona, ale podobnie jak wędrujące zwierzęta napotykające nową formację skalną lub potworną roślinę, wiele zyskujemy, zadając pytania, które szczerze przychodzą nam do głowy, gdy ją widzimy, takie jak: „Co to jest?”, „Dlaczego to tu jest?” i „Co to znaczy?”
Pewna niejednoznaczność
Richard Deacon nie nazywa siebie rzeźbiarzem, lecz raczej twórcą. Coś w słowie „tworzenie” daje wskazówkę co do jego artystycznych zamiarów. Zajmuje się formą fikcji. Jak autor, używa fałszu, by przekazać coś istotnego o rzeczywistości. Podobnie jak osobiste historie, formy, które Deacon tworzy, wydają się naturalnie wyrastać z własnych okoliczności.
Prace takie jak Building From the Inside i Footfall stawiają pytania dotyczące znaczenia i kontekstu. Posiadają własny wewnętrzny język i wiele zawdzięczają swojemu otoczeniu. Wydają się znajome, choć nie zawsze wiemy, gdzie je umieścić w naszym doświadczeniu. Nie wydają się do niego należeć, a jednak nie przypominają niczego koniecznie obcego. Coś w wizualnym języku, którego Deacon używa w każdej z tych prac, zdaje się wyrastać z estetycznego słownika ich otoczenia. Mają literacką obecność.

Richard Deacon - Footfall, 2013. Stal. 410 x 390 x 295 cm. Galerieverein Freunde des Kunstmuseums Winterthur
Podobieństwo i oderwanie
Gdy mówimy o dorobku artysty, zwykle nie mamy na myśli ciała ludzkiego. Jednak w przypadku Richarda Deacona czasem kusi, by uznać takie odniesienie za stosowne. W wielu formach, które tworzy, jest coś niepodważalnie anatomicznego. Niektóre jego dzieła wydają się tak wyraźnie przedstawiać części ciała ludzkiego, że trudno nie zauważyć podobieństwa. It’s Like A Rock, dzieło stworzone przez Deacona w 2015 roku, wyraźnie przypomina parę ludzkich ust. A gdy zestawimy je z innym dziełem Deacona, Moor z 1990 roku, naturalne wydaje się założenie, że i ono ma przypominać usta.
Ale jak często myślimy, że kogoś lub coś rozpoznajemy, a potem okazuje się, że się mylimy, że podobieństwo było tylko przypadkiem. O swoich dziełach Deacon mówi, że to naturalne, iż ludzie „rozpoznają, że coś przypomina coś innego. Nie robimy tego tylko patrząc na sztukę; dostrzeganie podobieństw i rozpoznawanie, że rzeczy wyglądają jak inne rzeczy, jest częścią naszego spotkania ze światem… Pytanie dla mnie brzmi, czy podobieństwo można oderwać od przedmiotów.” Gdy rozważamy tytuły tych prac, możemy dojść do wniosku, że mają one więcej znaczenia, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Moor to inne słowo na otwarte pole, naturalny element, na który spogląda Moor. A co znaczy być „jak skała”? Może to oznaczać bycie silnym i nieruchomym, albo stoickim i twardym, cechy zdecydowanie nieprzypominające ust.

Richard Deacon - It’s Like A Rock, 2015. Stal nierdzewna. 155 x 245 x 180 cm. © Richard Deacon
Duch i miejsce
Deacon nazywa swoje dzieła przedstawieniowymi, choć nie jest pewien, co dokładnie przedstawiają. Jak chwile natchnienia, powstają w procesie, który Deacon nazywa „przejściem między porządkiem a chaosem, gdzie pojawiają się różne rodzaje uporządkowania.” Jedną z możliwości jest to, że zamiast przedstawiać rzecz, dzieła Deacona przypominają doznanie. Between the Eyes zajmuje miejsce na placu nadbrzeżnym w Toronto. Na pierwszy rzut oka wygląda jak odrzucony, niedokończony fragment statku. Albo może przypominać coś w kształcie tykwy. Albo może to być stary odbiornik telefonu albo wewnętrzna część ludzkiego ucha. Ale jeśli zignorujemy podobieństwa i przestaniemy próbować rozpoznać, czym jest, możemy dostrzec, co celebruje. Jak statek na wodzie jest jednocześnie ciężki i lekki, przemysłowy i elegancki. Ma poczucie i przekazuje ducha swojego otoczenia.
Podobnie dzieło, które Deacon tymczasowo zainstalował w pobliżu Central Parku w Nowym Jorku, zatytułowane Masters of the Universe: Screen Version, oddaje ducha miejsca. Zawiera zbiór wizualnych tropów związanych z lokalizacją. Mówi o parówkach i balonowych zwierzątkach. Zachęca ludzi do zabawy, a jednocześnie dumnie blokuje im drogę. Jest architektoniczne, a jednocześnie przypomina anatomiczne cegiełki naszych komórek. Jego bulwiasta, organiczna, siatkowa forma zaprasza ludzi do eksploracji i zamieszkania w niej. Choć używa innego języka, rozmawia z parkiem, drapaczami chmur i stworzeniami, które są jego sąsiadami, w pełnej miłości rozmowie.

Richard Deacon - Bezimienna, 1991. Spawana stal. 162 x 156 x 184 cm. © Richard Deacon
Niepotrzebne piękno
Gdy nie potrafimy znaleźć oczywistego podobieństwa w dziele sztuki publicznej do czegoś, co już znamy, naturalnym kolejnym krokiem dla naszego umysłu jest próba nadania dziełu abstrakcyjnego znaczenia. A gdy mamy z tym trudność, naturalne jest, że czujemy się urażeni, że ten nierozpoznawalny, bezsensowny obiekt zajmuje przestrzeń publiczną. I to jest zjawisko, które Richard Deacon dobrze rozumie. Sięga ono do sedna, dlaczego sztuka publiczna czasem bywa kontrowersyjna. Budujemy nasze przestrzenie publiczne tak, by odpowiadały najszerszemu możliwemu segmentowi społeczeństwa. To wymaga, by przestrzeń publiczna była przede wszystkim użyteczna.
Ale użyteczna nie musi oznaczać jałowa czy brutalna. Na przykład chętnie witamy naturalne nasadzenia i fontanny w naszych przestrzeniach publicznych. „Chodzi o niepotrzebne piękno,” mówi Deacon. „Nie wiem naprawdę, dlaczego rośliny są takie piękne — nie muszą takie być.” Formy, które tworzy Deacon, powstają w tym samym ewolucyjnym procesie co rośliny lub cokolwiek innego w naturze. Powstają z niczego, wyłaniając się z chaosu, mając nadzieję znaleźć znaczenie w nowym świecie. Jednym z celów Richarda Deacona jest pomóc większej liczbie osób zrozumieć, jak sztuka publiczna może być użyteczna w podobny sposób; przynajmniej tak użyteczna jak kwiat.
Zdjęcie wyróżnione: Richard Deacon - Building From the Inside. © Richard Deacon
Wszystkie zdjęcia użyte wyłącznie w celach ilustracyjnych
Autor: Phillip Barcio






